Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— O moja Elżbieto! — rzekł Jerzy, przyciskając ją do siebie; — to właśnie przejmuje trwogą serce moje! Teraz cała nasza przyszłość zależy od jednej chwili. Być już tak blisko celu i wszystko tracić! O! to okropnie!... nie przeżyłbym tego!
— Nie lękaj się — odpowiedziała Elżbieta z sercem pełnem nadziei. — Bóg w swej dobroci nie doprowadziłby nas tutaj, gdyby nie chciał się opiekować nami aż do końca. Zdaje mi się, że czuję przytomność Jego, mój drogi, jedyny Jerzy!
— O! tyś dobra, moja Elżbieto! — i Jerzy konwulsyjnie przycisnął ją do siebie. — Lecz powiedz, czyż być może, aby tak wielka łaska była nam daną? Te długie lata cierpień i niedoli, czyż mają się zakończyć czyż będziemy wolni?
— Jestem tego pewną — rzekła Elżbieta z oczami podniesionemi w niebo, i łzy nadziei i zapału perliły się na jej długich rzęsach. — Czuję nawet, że dzisiaj jeszcze Bóg nas wyswobodzi z jarzma niewoli.
— Wierzę, chcę wierzyć, Elżbieto! — zawołał Jerzy. — Lecz pora już w drogę! — i oddalając się nieco od żony, aby lepiej ją obejrzeć, zawołał z zachwyceniem: rzeczywiście, jesteś prześlicznym chłopakiem. Z temi krótkiemi włosami doskonale ci do twarzy! Włóż czapkę. Tak, doskonale, trochę na bok. O nigdym cię tak ładną nie widział. Ale dlaczego bryczki niema jeszcze? Pewnie pani Szmyt już przebrała naszego Henrysia.
W tej chwili otworzyły się drzwi i poważna, niemłoda dama weszła, prowadząc za rękę chłopczyka, przebranego za dziewczynkę.
— Jaka śliczna dziewczynka! — zawołała Elżbieta, obracając go, aby lepiej obejrzeć. — Nazwiemy ją Henryką, to tak mu przypada, nieprawdaż?
Dziecię z minką poważną oglądało nowe i dziwne ubranie swej matki. Milcząc, spoglądało na nią przez czarne sploty włosów, zwieszających się na śliczne czółko.
— Czy Henryś nie poznaje swojej mamy? — spytała Elżbieta i wyciągnęła obie ku niemu ręce.
Dziecię bojaźliwie przytuliło się do pani Szmyt.
— Daj pokój, Elżbieto! po co go oswajać, kiedy wiesz, że nie może być teraz z tobą.
— Wiem, że to dzieciństwo; lecz przykro mi, że mnie unika. Jedźmy! gdzie jest moje palto? A, oto! Pokażże mi, Jerzy, jak mężczyzni wkładają paleto?
— Noś tak — i zarzucił je na jej plecy.
Elżbieta, naśladując ruchy męża, spytała:
— Więc powinnam teraz stukać butami, stawiać wielkie kroki i śmiało, odważnie patrzeć w oczy wszystkim?
— Nie zmuszaj siebie — rzekł Jerzy. — Spotykamy często młodych mężczyzn nieśmiałych, skromnych; będzie ci daleko łatwiej być w tej roli.
— A jakież duże rękawiczki! — Boże miłosierny! toż moje ręce giną w nich zupełnie!
— Radzę ci jednak, nie zdejmuj ich, — twoja malutka, drobna