Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z piersi owych dzieci natury płynęła pieśń wdzięcznemi, pełnych uniesienia tony.
Śpiewano pieśni kościelne, których nauczyli się w okolicznych kościołach, albo od misjonarzy.
Pieśni te przeplatano opowiadaniami i naukami moralnemi.
— Jerzy zaczął na ogólne prośby czytać ustępy z Pisma św.
Jako chłopak z natury uważny, a wychowany starannie przez matkę w zasadach religijnych, widząc, że jest celem powszechnej uwagi, czytał z powagą godną pochwały. Młodzież go podziwiała, starzy go błogosławili — dobrego, kochanego panicza.
Tomasza szanowano ogólnie i we wszystkich sprawach jego się radzono; posiadał bowiem pogląd jasny, umysł szlachetny, serce czułe. Na zakończenie odmówił wuj Tomasz modlitwę tak ciepłą, tak płynącą wprost ze serca, że obecni rozpłakali się z rozrzewnienia, a niejeden, nawet wykształcony człowiek, mógłby się zbudować.
Gdy to się dzieje w chacie niewolnika, zupełnie inna scena odgrywała się w domu właściciela.
Handlarz murzynów i pan Szelby siedzieli za stołem zarzuconym papierami. Pan Szelby podał Haley’emu całą pakę dokumentów do przejrzenia.
— Wszystko w porządku — rzekł handlarz, — tylko podpisać...
Szelby porwał gwałtownie za pióro, podpisał z gorączkowym pospiechem, jakby chcąc prędzej uwolnić się od wyrzutów sumienia, i podał handlarzowi dokumenty sprzedaży. Haley wyjął z pugilaresu pergamin i podał go panu Szelby, a ten go pochwycił z niespokojem, którego nie był w stanie ukryć.
— Interes skończony, — rzekł Haley, wstając z krzesła.
— Skończony! — powtórzył Szelby w głębokiej zadumie. — Skończony!
— Pan nie bardzo jesteś z tego zadowolony, jak mi się zdaje, — zauważył handlarz.
— Haley — odrzekł Szelby — pamiętaj, że mi dałeś słowo nie sprzedać Tomasza, jak tylko zacnemu domowi.
— Bądź pan przekonany, że w tym względzie uczynię, jak sam postąpiłeś...
— Pan wiesz, że mnie zmusiła do tego konieczność!
— Przecież i mnie może to spotkać — dorzucił Haley. — Zresztą użyję wszelkich starań, by Tomasza ulokować dobrze, a co się tyczy mego z nim obejścia, bądź pan zupełnie spokojny. Codziennie dziękuję Bogu, że mi dał serce czułe.
Handlarz od pierwszego słowa dał się poznać w właściwem świetle, i dlatego jego kupiecki humanitaryzm wcale nie zaspokoił pana Szelby.