Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


składane łóżko i rozłożyła je. — Dalej Mundziu, Pietrek, spać! Zbliża się godzina modlitwy.
— Nie pójdziemy spać matuniu, będziemy się także modlić, to tak ładnie.
— Pozwól im ciotko Klotyldo i złóż łóżko, niech sobie posiedzą — prosił Jerzy.
Klotylda była widocznie z tego zadowoloną, bo łóżko bez szemrania znów złożyła.
— No niechże sobie posiedzą, może pójdzie im to na pożytek.
I wszyscy wzięli się do sprzątania.
— Skąd dostać krzeseł? — zapytała ciotka Klotylda. — Doprawdy nie wiem, jak temu zaradzić? Ależ te zebrania co tydzień bywają w chacie Tomasza i zawsze obchodziliśmy się tem co jest, może i teraz damy sobie jakoś radę. Usiądą, jak się da, miejsca jest dosyć.
— W przeszłym tygodniu złamał dziadek Piotr dwie nóżki u tego krzesła — przerwał Mundziu.
— Jeszcze mi będziesz zmyślać! Pewnieś to ty zrobił, urwisie! — zawołała ciotka Klotylda.
— To nic, matusiu, będzie stać, jak je przystawię do ściany.
— Tylko bacz — zauważył Pietrek — żeby nie usiadł na nim dziadek Piotr; bo zwykle, jak zacznie śpiewać, to jeździ na krześle po całym pokoju.
— Tem lepiej, niech siada — przerwał Mundziu; — zobaczymy, jak tylko zacznie: „I przyjdziecie sprawiedliwi i grzesznicy wysłuchać głosu mojego“ — wywróci koziołka i rozciągnie się jak długi! — Mówiąc to, powtarzał po dziadku Piotrze i chcąc bardziej uobrazować swe opowiadanie, ruszył z miejsca na krześle i już leżał na ziemi.
— Przestań! — zawołała ciotka Klotylda. — Czyż wam nie wstyd? nie możecie się na chwilę uspokoić?
— Ale Jerzy popierał małego urwisa i dowodził, że Mundziu jest zuch; i dlatego uwagi matki skutkowały, jakby rzucał groch na ścianę.
Tymczasem wniesiono do izby dwie próżne beczułki, podparto je kamieniami i położono na nie deski, — siedzenia były gotowe.
— Panicz tak pięknie czyta — zauważyła ciotka Klotylda — mógłby pozostać z nami i przeczytać nam cośkolwiek głośno.
Jerzy zgodził się natychmiast, bo któryż chłopiec nie uczyniłby tak samo, słysząc tak pochlebne o sobie zdanie?
Izba wkrótce napełniła się różnobarwną gromadą, począwszy od dziewczynki lat piętnastu, aż do ośmdziesięcioletniego starca. Z początku, jak zwykle, opowiadano sobie niewinne ploteczki: „Skąd ma Zuzka nową chustkę?“ „Pani darowała Elżbiecie nową suknię...“ „Pan kupi niedługo pięknego konia“ itp.
Niektórzy z gości należeli do sąsiednich plantacyj i przychodzili do chaty wuja Tomasza za wyłącznem pozwoleniem swoich panów. Każdy miał do powiedzenia jakąś nowinę, ploteczkę, które tutaj również krążyły jak w pańskich salonach
Po chwili, z widocznem zadowoleniem obecnych, zaczęły się śpiewy. Kilka fałszywych głosów nie mogło zepsuć wspaniałej całości;