Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Często w nocy tajemnicza cisza wzywała grzeszną jego duszę przed jej własny trybunał i widział tę bladą, wychudłą twarz: czuł, jak sploty włosów obwijają mu palce, zimny pot występował na czoło jego i z przerażeniem wyskakiwał z pościeli jak w obłąkaniu.
— Przeklęty djabeł! — zawołał Legris, popijając poncz — i skąd on mógł to wziąść... To zupełnie takie same... Uf!... a sądziłem, żem zapomniał... Niech mię djabli porwą! jeżeli można coś zupełnie zapomnieć!... O przeklęta pamięć!... Lecz dlaczegóż jestem jeden jak puszczyk?... Zawołam Ewcię, — ona mnie nienawidzi, obrzydła małpa; lecz wszystko mi jedno, niech przyjdzie zabawić, rozweselić swego pana.
Legris wyszedł do obszernych sieni, które się łączyły z górnem piętrem zapomocą wspaniałych niegdyś, krętych schodów, dziś ciemnych, brudnych, zniszczonych, zawalonych różnego rodzaju gratami. Blade światło księżyca, przedzierając się przez stłuczone okienko ponad drzwiami, ponuro oświecało zimną, wilgotną sień. Legris zatrzymał się przed schodami i posłyszał śpiew, dziko, nienaturalnie rozlegający się w pustem, posępnem mieszkaniu; a może obudzone w nim uczucie zgrozy i trwogi zmieniało tak tony.
Głos melancholijny śpiewał hymn znany między niewolnikami:

Płacz wielki, płacz bolesny, płacz okrutny będzie,
Kiedy Pan na stolicy sąd czynić zasiędzie...

— Przeklęta dziewka! O, uduszę cię, żmijo! Ewelino, Ewelino! — wołał Legris tonem grubym, szorstkim, i echo murów starych echem mu odpowiedziało. Cichy, słodki głos śpiewał dalej:

Po sądzie ostatecznym na czas nieśmiertelny,
Brat z siostrą, ojciec z synem będzie rozdzielony!

I puste sale odpowiadały słowo w słowo:

Płacz wielki, płacz bolesny, płacz okrutny będzie,
Kiedy Pan na stolicy sąd czynić zasiędzie...

Legis zatrzymał się, wstydząc się wyznać przed sobą samym, że wielkie krople potu wystąpiły mu na czoło, że serce ze strachu, z przerażenia biło gwałtownie; widział białą postać, podnoszącą się w ciemnościach i przechodzącą mimo niego; zadrżał na myśl, że może zmarła jego matka przyszła z tamtego świata z zapowiedzią rychłego piekła.
— Wiem, co zrobię — rzekł i chwiejnym krokiem wszedł do salonu i rzucił się na krzesło. — Dam pokój temu piekielnemu negrowi! I co mnie do jego przeklętego papieru? Zdaje mi się, że djabeł mną włada, że jestem opętany! Od tego czasu cały potnieję, drżę! I skąd ma on te włosy? Czyż mogą być te same! Ja tamte spaliłem... tak, spaliłem!... jestem tego pewny... Byłoby zabawnie, gdyby włosy mogły być wskrzeszone!
Każdy włos tego jasnego pukla rzuca tajemniczą siłą przestrach na tego człowieka-potwora, obudza w nim wyrzuty sumienia; czemuż ci nie związały okrutnych rąk, abyś się nie pastwił nad słabymi i bezbronnymi!
— Ha! wy przynajmniej! — zawołał Legris i tupnąwszy nogą,