Przejdź do zawartości

Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
313
przez Boecker Stove

go, co jest dobrem a co złem! Ach, ty podły murzynie! więc ty uważasz, że to źle ćwiczyć dziewczynę?
— Tak sądzę, panie — odpowiedział spokojnie Tomasz — ona jest tak słabą i chorą, że byłoby okrucieństwem... tego nigdy nie uczynię, nigdy! Jeżeli pan chcesz, zabij mię, ale ja nigdy nie podniosę ręki na nikogo, wolę raczej umrzeć.
Spokojny głos Tomasza nie zostawił żadnej wątpliwości, że to, co mówił, stale dotrzyma. Legris drżał z wściekłości, zielonawe jego oczy dziko błyszczały, włosy się najeżyły; lecz jak okrutne zwierzę, chcąc naprzód nacieszyć się swą zdobyczą, nim ją rozedrze, wstrzymał wściekłość i zaczął drwić.
— Ha, przewybornie! oto pobożne psisko, święty dżentelman, trafił do nas grzesznych, dla nawracania, dla wzywania nas do pokuty za grzechy nasze. Głupcze pobożny! a czy nie wiesz, że powiedziano jest w Piśmie św.: „słudzy bądźcie uległymi swym panom!“ he, ty czarny psie! a czyż ja nie twój pan? czy nie zapłaciłem tysiąc dwieście dolarów brzęczącą monetą za wszystko, co się znajduje w twej obrzydliwej czarnej skórze? Czy ty nie należysz z ciałem i duszą do mnie? — mówił Legris, uderzając Tomasza z całej siły ciężkim batogiem. — No, psie nędzny, odpowiadaj!
W niewypowiedzianej boleści, przybity brutalnem postępowaniem swego pana, Tomasz uczuł radość i pewny triumf w swej duszy, gdy usłyszał to pytanie. Wyprostowawszy się i wzniósłszy oczy, zalane krwią i łzami, w niebo z prośbą o godne wytrwanie w tak ciężkiej próbie, zawołał:
— Nie, panie! moja dusza nie należy do pana! pan nie mógł jej kupić i nie kupił jej: odkupił ją krwią Swoją Ten, który ma moc przywołać ją w każdej chwili do Siebie, a o resztę nie dbam, pan nie możesz uczynić mi nic złego!
— Ha, co? Ja ci nie mogę uczynić nic złego? — ryknął rozwścieczony Legris. — Hola, Sambo! Kimbo! poczęstujcie tego psa tak, żeby nie mógł wstać przez cały miesiąc. Rozumiecie, no! gracko mi się sprawcie!
Dwaj olbrzymi murzyni z djabelską radością chwycili biednego Tomasza w swe żylaste szpony, jak istni służalcy piekła. Nieszczęśliwa mulatka jęknęła przeraźliwie; wszyscy niewolnicy jakby na ogólne hasło powstali ze swych siedzeń, kiedy oprawcy ciągnęli nieopierającego się przez salę Tomasza.




ROZDZIAŁ XXXIV.
Historja Kassy.

Noc się zbliżyła; krwią zbroczony Tomasz leżał, jęcząc na ziemi w szałasie przytykającym do magazynu, pomiędzy kawałkami połamanych machin, stosu zepsutej bawełny i innych rupieci, nagromadzonych tam przez niedbałość z upływem czasu.