Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Przyszłam — rzekła panna Ofelja — poprzedzając swe słowa krótkim kaszlem, który to zwyczajnie u wielu osób jest oznaką, iż mają ważną sprawę do załatwienia — przyszłam do ciebie w interesie biednej Róży.
Marja otworzyła szeroko oczy, żółta jej twarz oblała się rumieńcem i odpowiedziała tonem ostrym:
— A więc cóż chcesz mi powiedzieć?
— Ona bardzo żałuje nierozważnego swego postępku — rzekła panna Ofelja.
— W istocie? — odrzekła z przekąsem Marja. — Będzie go jeszcze bardziej żałowała... — Długom nosiła jej zuchwalstwo, lecz teraz chcę ją upokorzyć.
— Lecz czy nie możesz ukarać ją innym sposobem, mniej hańbiącym? — spytała panna Ofelja.
— Właśnie chcę ją shańbić! Przez całe życie chłepiła się swą pięknością, tak że zapomniała, czem jest w istocie! — rzekła Marja.
— Lecz pomyśl kuzynko, jeżeli zniszczysz wstyd, delikatność w młodej dziewczynie, zdemoralizujesz ją.
— Delikatność! — zawołała Marja z pogardą — wielkie słowo! bardzo stosowne dla niej i jej podobnym. Ja ją nauczę, że pomimo tych tonów, jakie sobie nadaje, wcale nie jest lepszą od ostatniej w łachmanach dziewczyny, włóczącej się po ulicach. W przyszłości nie odważy się nadawać sobie wobec mnie jakichkolwiek tonów.
— Odpowiesz przed Bogiem, kuzynko, za taką okropną srogość!
— Srogość?... Chciałabym wiedzieć, w czem widzisz srogość? Kazałam jej dać tylko piętnaście rózg i to nie mocno. Sądzę, że to wcale nie sroga kara!
— Jakto, ty nie widzisz w tem srogości? — zawołała z oburzeniem panna Ofelja. — O! bądź pewną, że każda młoda dziewczyna wolałaby sto razy umrzeć, jak ponieść taką karę!
— Bierzesz to z własnego punktu widzenia rzeczy, kuzynko. Lecz te istoty prędko przywykają do tego, to jedyny środek, jakim jeszcze można utrzymać je w posłuszeństwie. Pozwól im raz tylko mieć uczucie delikatności z jego następstwami, a ci wlezą natychmiast na kark, potrafią z tego korzystać ze szkodą swych panów, jak to było i z naszemi dziewczętami. Chcę je wprowadzić na drogę przyzwoitszą i mogą być pewne, że każę siec jedną po drugiej za najmniejsze przewinienie! — I Marja rzuciła naokoło wzrok mówiący, że dotrzyma postanowienia.
Janina spuściła głowę i bardziej się nagięła, bo się domyśliła, że słowa jej pani szczególniej do niej się odnosiły. Panna Ofelja zaledwie mogła powstrzymać swe oburzenie, ale wiedząc dobrze, że próżno byłoby się spierać z podobnym charakterem, zacisnąwszy usta, wyszła z pokoju.
— Z boleścią wielką oznajmiła Róży, że prośba jej nie była wysłuchaną. Wkrótce przyszedł służący z rozkazem zaprowadzenia młodej mulatki do domu kary, i nie zważając na płacz, narzekanie i prośby, pociągnął za sobą biedną dziewczynę.
W kilka dni potem Adolf, niepocieszony po stracie swego pana,