Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— A bardzo dużo, — odpowiedziała pani Saint-Clare, — ojciec mój sprowadził je z Paryża, stanowią one majątek.
— Chciałabym je mieć, ale tak, żebym mogła z niemi zrobić co tylko zechcę! — zawołała dzieweczka.
— I cóż byś z niemi zrobiła, Ewunio?
— Sprzedałabym je i kupiłabym za otrzymane te pieniądze kawał ziemi w Stanach wolnych, przeprowadziłabym tam wszystkich naszych niewolników i opłacałabym nauczycieli, aby ich uczyli czytać i pisać.
Matka w głos się rozśmiała.
— A to cudownie! założyłabyś więc szkołę... Zapewnie uczyłabyś ich grać na fortepianie, malować na aksamicie...
— Nauczyłabym ich czytać i pisać — rzekła Ewunia stanowczo. — O! ja wiem, jak to im przykro być musi nie umieć tego wszystkiego! Jak się tem smucą Tomasz, Mami, i wielu innych. Zdaje mi się, mamo, że to bardzo niesłusznie...
— Jesteś dzieckiem i na tem się nie znasz; niedorzecznem twojem gadaniem powiększasz mi ból głowy...
Marja dostawała bólu głowy na zawołanie, ile razy rozmowa stawała się dla niej niemiłą. Ewunia wyszła powoli z pokoju. Od tego dnia z całą pilnością uczyła czytać biedną Mami.




ROZDZIAŁ XXIII.
Henryk.

W tymże czasie przybył na kilka dni w odwiedziny brat pana Saint-Clare z najstarszym swoim synem, dwunastoletnim chłopczykiem. Miły, a zarazem dziwny widok przedstawiali obaj bracia bliźnięta; natura zamiast wzajemnem podobieństwem, obdarzyła ich wręcz przeciwnemi przymiotami pod każdym względem, a jednak był między nimi jakiś tajemniczy związek, łączący ich najściślejszą przyjaźnią.
Błękitnych oczu Augustyn, lekki, zręczny postawą, o ruchach żywych, przechadzał się po ogrodzie pod ramię z Alfredem, przedstawiającym typ zupełnie przeciwny; oczy miał bowiem czarne, profil rzymski, był muskularny i pełen powagi. Sprzeczność zasad i myśli, wzajemne naganianie swych postępków wcale nie zmniejszało przyjemności, jaką znajdowali w wspólnych pogadankach. Zdawało się, że właśnie brak wszelkiego podobieństwa ściślej ich łączył z sobą.
Starszy syn Alfreda, Henryk, posiadał czarne, rozumne oczy, ruchy żywe, szlachetne, pełne wdzięku. Przy pierwszem spotkaniu się ze swą kuzynką Ewą, był olśniony jej cudownemi wdziękami.
Ewa miała małego ulubionego konika śnieżnej białości; był on tak spokojny, jak ona sama, a nosił jeźdźca jak w kołysce. Tomasz przyprowadził tego konika pod tylną galerję, a obok niego szedł młody mulat,