Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— A biedna Mami, jakby ona pragnęła umieć czytać! Z prawdziwą rozkoszą słucha, gdy jej cośkolwiek czytam. Cóż pocznie, gdy jej już czytać nie będę?
Marja przeglądała w tej chwili szufladki w swoim biurku.
— Bez wątpienia przyjdzie czas, kiedy nie będziesz mogła czytać książek wszystkim z kolei niewolnikom — nie dlatego, żebym ci to naganiała, o nie! jabym sama może czytała, gdyby mi zdrowie służyło; ale skoro podrośniesz, będziesz musiała ubierać się, przyjmować i oddawać wizyty, nie stanie więc ci czasu na to. Patrz, jakie ci brylanty podaruję; miałam je na pierwszym balu i mogę cię upewnić, Ewunio, żem zrobiła wielkie wrażenie.
Ewunia wzięła pudełko, wyjęta brylanty, popatrzała na nie, lecz myśl jej błądziła daleko.
— Cóżeś taka zamyślona Ewunio?
— Mamo, czy to dużo kosztuje? — spytała.