Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


żył Saint-Clare. — Sama wiesz, że tak nie jest. Oto naprzykład Mami, — najpoczciwsze stworzenie: cobyś ty bez niej zrobiła?
— No, można powiedzieć, że Mami jest najlepsza z wszystkich — odrzekła Marja; — a jednak jest ona samolubna! Na nieszczęście, jest to wada wszystkim czarnym przyrodzona.
— Tak, masz słuszność: samolubstwo jest ogromną wadą, — wyrzekł z powagą pan Saint-Clare.
— Otóż, dajmy na to Mami; czyż to nie samolubstwo z jej strony spać przez caluteńką noc jak zabita? Wie, że w czasie gwałtownych ataków migreny, co chwilę prawie potrzebuję jej pomocy, a dobudzić jej się nie można. Tak też i dzisiaj czuję się o wiele więcej chorą, bo musiałam wszystkie siły natężyć, żeby jej się dobudzić.
— Mamo, a czyż ostatniemi czasy nie siedziała ona z tobą po całych nocach, tak że nieraz oka nie zmrużyła? — zapytała Ewunia.
— A skąd wiesz o tem? Z pewnością się skarżyła?...
— Nie, mamo, wcale się nie skarżyła; mówiła mi tylko, że ostatniemi czasy bardzo niespokojne i bezsenne miałaś noce.
— Wypadałoby ci zamiast Mami wziąć na kilka nocy Janinę albo Rózię, a niechby ona odpoczęła — zauważył pan Saint-Clare.
— Nie pojmuję wcale, jak można gadać podobne rzeczy. Ty zupełnie nie wiesz, co mi doradzasz! Przy takiem rozdraźnieniu nerwów, tobie chce się, żebym zdała się na łaskę ludzi nie umiejących usłużyć, — toby mnie zabiło! Gdyby Mami miała ku mnie choć trochę przywiązania, które mieć przecież powinna, to zapewne nie pozwalałaby mi tak się dręczyć. Bywają jednak ludzie szczęśliwi, którzy mogą pochwalić się wiernymi sługami, ale ja tego szczęścia nie mam.
Marja westchnęła głęboko.
Panna Ofelja słuchała tej rozmowy z poważnym, spostrzegawczym wyrazem twarzy i mocno zaciśniętemi ustami, jak gdyby chciała wprzód dobrze ocenić pozycję, nim się wmięsza do rozmowy.
— Nic przeciw temu nie mówię, — ciągnęła dalej Marja, — że Mami ma pewne zalety, jest pokorna, posłuszna, ale w duszy wielka samolubka! Oto naprzykład będzie przez całe życie płakała po mężu! Widzisz bo, kuzynko, kiedy wyszłam za mąż i tu trzeba było się przenieść, nie mogłam nie zabrać jej z sobą, a mój ojciec znowu nie może oddać jej męża, ponieważ mu również jest potrzebny.. Przewidziałam, że tak będzie, i zawczasu radziłam Mami, że lepiej zrobi, jeśli się rozłączy z mężem całkiem: ponieważ żyć razem z sobą już nigdy nie będą. Żałuję bardzo, żem nie postawiła na swojem: należało mi wtedy zmusić Mami, żeby zaraz wyszła za mąż za kogo innego; ale wtedy nie miałam jeszcze tyle doświadczenia, zanadto byłam łagodna i nie chciałam jej przymuszać. Wszelako uprzedziłam Mami, żeby nie łudziła się daremną nadzieją ujrzenia swego męża więcej nad kilka razy w całem życiu, a to dlatego, że klimat w majątkach mego ojca szkodzi mojemu zdrowiu i nie pozwala mi tam przebywać; ale kiedy poczęłam jej wmawiać, żeby wyszła za drugiego, proszę sobie wyobrazić, nie chciała ani słuchać. W charakterze Mami jest bardzo dużo uporu; ale prócz mnie, nikt tego nie widzi.
— A czy ma dzieci? — zapytała panna Ofelja.