Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czyła. Otwórz, proszę oczki, moja duszko, i popatrz na niego. A nie mów, że gdy jestem w drodze, o tobie nie myślę.
Marja podniosła powieki i nie ruszając się z kanapy, wlepiła wzrok w Tomasza.
— Jestem przekonana, że i ten będzie się upijał.
— Nie, moja duszko, — odezwał się Saint-Clare; — zapewniono mnie, że jest porządnym i trzeźwym człowiekiem.
— Gotowam uwierzyć, chociaż nie bardzo ufam.
— Adolfie, — rzekł Saint-Clare; — odprowadź Tomasza na dół; a proszę pamiętać o tem, co ci mówiłem przed chwilą.
— Adolf poszedł przodem drobniutkiemi krokami, a Tomasz stąpając ciężko i niezgrabnie, udał się za nim.
— To prawdziwy kloc, — odezwała się Marja.
— Moja Maryniu, — rzekł Saint-Clare, siadając na krześle obok kanapy, — bądźże też grzeczniejszą, odezwij się do mnie nieco łagodniej.
— Dlaczego bawiłeś dwa tygodnie dłużej? — zapytała Marja z miną zadąsaną.
— Przecież zawiadomiłem cię, dla jakich przyczyn nie mogłem przyjechać prędzej.
— A prawda, powiadomiłeś mnie krótkim listem, tak od niechcenia.
— Moja duszko, poczta odchodziła za pięć minut; uważałem, że lepiej napisać choć kilka słów, niż wcale nie pisać.
— Tyś zawsze taki sam, zawsze wynajdujesz przyczynę, dla której listy twoje są krótkie, a powrót zwlekasz Bóg wie do jakiego czasu.
— A teraz, — ciągnął dalej Saint-Clare, wyjmując z kieszeni prześliczny aksamitny futeralik i otwierając go przed Marją, — obacz jaki ci upominek przywiozłem z Nowego Jorku.
Był to dagerotypowy portret Ewuni i jej ojca, odbity na jasnej powierzchni wyraziście i delikatnie jak staloryt; oboje przedstawieni byli w postawie siedzącej.
Marja spojrzała z nieukontentowaniem na portret.
— Co cię mogło spowodować do wybrania tak dziwacznej pozycji?
— To rzecz smaku. A jak uważasz podobieństwo?
— Jeżeli w jednej rzeczy sąd mój sobie lekceważysz, to z pewnością i druga odpowiedź nie będzie miała dla ciebie znaczenia, — odpowiedziała, zamykając futeralik.
— Nieznośna kobieta! — pomyślał w duchu pan Saint-Clare, głośno dodał: — ależ powiedz mi, czy znajdujesz podobieństwo, bądź przecież rozsądną.
— Jesteś bezwzględny, dręcząc mnie pytaniami. Wiesz, że cierpię na migrenę i przez dzień cały leżę na kanapie; od chwili twego przyjazdu w całym domu zgiełk nie do zniesienia; umieram prawie ze zmęczenia.
— Fani cierpisz na migrenę? — zadźwięczał niespodzianie głos panny Ofelji, wstającej z ogromnego fotelu, na którym spokojnie siedziała i w myśli oceniała znajdujące się w komnacie meble.
— Tak, jestem prawdziwą pod tym względem męczennicą.
— Bardzo skutecznem lekarstwem na migrenę jest wywar z jałowcowych jagód, — odezwała się znowu panna Ofelja; — tak przy-