Strona:Biblioteczka Uniwersytetów Ludowych 25.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wydali i uczynili nieszczęśliwą, a Rożniak mi powiada, że jeszcze teraz, gdy kto o mnie wspomni przy niej, rumieni się biedna, jakby młodą była i przysięga, że ona mnie w sercu nosi. Notabene, że bezdzietną jest, stary safanduła cały jej majątek zapisał i zmarł zostawując wdową. Starało się o nią wielu, za nikogo wyjść nie chciała. Boska Paulino, stary nędzarz nie mogę nawet pójść ci się dziś rzucić do nóg i podziękować, aby ci lepszego obrazu z pamięci nie wygluzować. Spotkamy się odmłodzeni na innym świecie.
Dawno takiego nie doznawałem uczucia, czułem się odmłodzonym. Łzy mi się zbierały pod powiekami. Oni mnie tam, powiada Rożniak, dawno mają za umarłego, to i lepiej.
Dosiedzieliśmy tak za stołem, gadu-gadu, do późnego wieczora. W końcu Rożniak powiada mi:
— Co bo wy panie Gabryelu, w tem mieścisku siedzicie, niewiedzieć na co i po co? Wiesz co, przyjeżdżaj do mnie na wieś, w oficynie są dwa pokoiki śliczne, jakby zrobione dla ciebie. Ja was za tanie pieniądze dobrze żywić, opalać, opierać będę, dam wam i ciepły kąt, chłopaka do usługi.
Milczałem, słuchając, a serce mi biło. E! radaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają. Dłużej kłamać milczeniem nie godziło się. Powiedziałem mu tedy:
— Mój drogi, ja bo i najtaniej wkrótce płacić nie będę miał czem.
Ten aż osłupiał, a potem żachnął się.
— A kapitał-że ten u Potockich?