Strona:Baba Jaga.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 9 —

czemuś mnie opuściła? (ukazuje się postać w bieli, niby duch.) O, Boże! (pada na kolana.)
WIDMO. (kładzie rękę na główkę Jagusi.) Jestem wciąż przy tobie Jagusiu, i nie opuszczę cię nigdy! Nie bój się dziecino... Głos twój żałosny przywołał mnie z zza światów, ból twój przeniknął niebiosa i oto Pan Zastępów zstąpić mi tu pozwolił... Bądź spokojna! (znika.)
JAGUSIA. (jakby zbudzona z snu.) Co to było? Kto tu był? Ach! to moja matuś! Jaka woń cudna! Fijołki pachną, róże wonieją, z niebios ku mnie przyszła... A gdzież worki z ziarnem? Boże! co to? Całe stosy chleba tu leżą O, bądź mi błogosławiona chwilo, kiedyś tu weszła, matko moja jedyna!
CZAROWNICA. (wpada.) Hej! gdzie chleb?
JAGUSIA. Oto jest!
CZAROWNICA. Co to? to jakieś czary! Czekaj! Dam ja ci radę! Wody! Dawaj mi wody! Idź do studni i przynieś!
JAGUSIA. Zaraz, proszę pani! (chce wziąć wiaderko, ale czarownica woła).
CZAROWNICA. Nie! nie! Chcę, żebyś mi przyniosła wody w przetaku! Ot! tam wisi!
JAGUSIA. (załamuje ręce). Jakżeż zaczerpię? toć wyleje się woda... Nie doniosę...
CZAROWNICA. Masz przynieść tejże chwili, a nie, to cię zjem!
JAGUSIA. (bierze przetak i idzie.) Dolaż moja nieszczęsna!
CZAROWNICA. Prędzej! prędzej! Chi! chi!