Strona:Baśń o szklanej górze.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   19   —

I zapłakał Jasio nad niedolą swoją, nad utratą swych oczu... Bo i cóż miał robić? Dla orła, który miał mu dopomódz do szczęścia, który uniesie go aż na szczyt pałacu, aby zdobyć mógł dla swej matki i swego dziadulka dolę lepszą — wszystko był gotów ofiarować. Spojrzał więc na ziemię drogą, na słońce, którego miał nie oglądać więcej, na cudne kwiaty i drzewa, pożegnał się z tem wszystkiem i oddał starcowi oczy.
Pochwyciwszy lekarstwo biegł ile mu sił starczyło, a moc jakaś czuwała nad nim, gdyż, pomimo, że nie miał już oczu, nie wpadł w przepaść, nie utonął w rzece, którą musiał obchodzić i nie uległ żadnemu nieszczęściu.
Gdy był już niedaleko pałacu, posłyszał jęki głośne zranionego orła, a jednocześnie uszu jego dobiegły dźwięczne lutni tony i głos jakiś wabiący słodyczą wołał: