Strona:Baśń o szklanej górze.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   14   —

mieniach, piąstką drobną zakrył oczęta i płacze.
Bo i jakże nie płakać?.. Tyle dni i nocy o chłodzie i głodzie przebyć, tyle nocy bezsennych i w trwodze spędzić, tyle tęsknoty za dziadulkiem i mateczką przecierpieć i wszystko to na nic! Nie zdobędzie szczęścia, nie przyniesie uśmiechu radości do chaty, nie utuli we łzach żyjącą matkę, radosną wieścią, że dla nich, swych najukochańszych, zdobył szczęście...
— Czego płaczesz, dziecko, zapytał go, spuszczając się z góry sokół królewski. — Powiedz mi, może w czemś będę w stanie dopomódz...
— O sokole! weź mię na tę górę, zanieś do cud-królewny, co szczęście dać mi może... Mam dziadulka, jak gołąbek siwego, i mateczkę chorą i biedną, a ojciec mój gdzieś pewnie w woj-