Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzyńską opiekę. Gdy klęczał zapatrzony w oblicze świętej Dziewicy, uczuł się objętym silnemi ramiony i powalonym na ziemię. Chciał wołać o pomoc, ale zatkano mu usta chustką. Potem spętano mu ręce i nogi, przeniesiono go cichutko przez mur ogrodowy i wrzucono do stojącego na pogotowiu palankinu. Jeźdzcy dosiedli koni, tragarze wzięli nosze na ramiona, i wszyscy najciemniejszemi ulicami wyszli niepostrzeżeni z miasta.
O. Franciszek długo czekał tego wieczora na Arumugama, który mu przyrzekł opowiedzieć wypadki z lat ostatnich swego życia. Gdy młodzian długo nie wracał, zaniepokoił się kapłan, i począł chodzić po ogrodzie i szukać młodego księcia. Ale daremne były jego poszukiwania, daremne wołanie:
„Janie, Janie!“ Gdy się zbliżył do figury Matki Boskiej, uderzył go widok zdeptanych krzewów i powywracanych donic z kwiatami. Zdjął go strach śmiertelny; pospieszył do domu, przywołał kilku ludzi i z latarnią wrócił na to samo miejsce.
Tu spostrzeżono liczne ślady stóp i domyślano się, że Arumugama gwałtem porwano. Rozległ się po kurytarzach okrzyk przerażenia, gdy się smutna wiadomość rozeszła. O. Franciszek płakał jak dziecko;