Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ręki dali znać, aby się zachował spokojnie i poczęli coraz prędzej i głośniej grać na swych fletach, skutkiem czego i żmije coraz szybsze wykonywały ruchy. Chory chłop — czyk jeszcze raz przeraźliwie zakrzyknął, zaczął się miotać i drgać tak gwałtownie, że stojący przy nim lekarze do ucha sobie szeptać poczęli, że już kona.
Przy drugim okrzyku dziecka przestraszone żmije podniosły gniewnie łeb, wydęły gardziele i rzuciły się nagłym skokiem ku łożu chorego. Radża rozjątrzony powstał i kopnięciem nogi odrzucił jadowity gad w kąt sali, mówiąc:
„Przeklęte oszusty, zabijacie mi dziecko, zamiast je uzdrowić. Precz mi z oczu, albo każę was osmagać!“
Na skinienie księcia porwała się służba na bezecnych kuglarzy, ale ci nie czekając pochwycili żmije za ogon i poczęli nimi wywijać ponad głową tak gwałtownie i szybko, że nikt się do nich nie śmiał zbliżyć, poczem spiesznie, porwawszy półmisek i worek z pieniędzmi wymknęli się z pałacu.
Zaledwie wyszli, uspokoił się chłopiec, którego strach przed wężami wprawił był w stan rozdrażnienia. Znużony i wycieńczony padł na łoże i zawarł powieki. Radża tym — czasem wzdychał głęboko i boleśnie, widząc, że nadzieja,jaką pokładał w poskromicielach