Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Książę, widzisz, że jad cudzoziemskiej nauki zbyt głęboko wpoił się w serce twego syna. Sądzę, że ani prośby, ani groźby nie zdołają wyrwać tego chwastu z jego duszy. Jedna tylko na to jest rada: popróbuj chłopca zachęcić do światowych rozrywek i obudzić w nim zamiłowanie rozkoszy zmysłowych; niechaj zasmakuje w wirze zabaw. Jeżeli ci się to uda, to wkrótce przestanie myśleć o zmianie wiary. Gdyby i to nie pomogło, wtedy miej go za straconego!“ Radża uważnie go słuchał, a skoro Bramin mówić przestał, spojrzał na niego wzrokiem badawczym; zdawało mu się bowiem. jakoby Bramin mu radził chłopca do złego namawiać. Wzdrygnął się na to w głębi duszy i z obojętnością i chłodno Braminowi odparł:
„Potrzebuję czasu do namysłu. Nie trudź się przeto, Braminie, i przyjmij odemnie podzięki za troskliwość okazywaną dotychczas memu synowi.“ To rzekłszy, wręczył mu rulon złota na odnowienie strzaskanego bałwana i pożegnał go.
Rad, że się skończyła ta fatalna sprawa, wrócił Bramin do klasztoru. Radża zaś zadumał się, co ma z Arumugamem począć. Z początku myślał go wysłać do Anglii, aby go rozerwać i odłączyć od chrześcijańskich przyjaciół. Wkrótce atoli przypomniał sobie,