Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W tem zbliżył się cichym krokiem jeden ze sług do radży i skłoniwszy się aż do samej ziemi, szepnął mu do ucha:
„Panie, poskromiciele żmij stoją przede drzwiami, czekając na twe rozkazy.“
Książe przebudził się jakby ze snu ciężkiego i spojrzawszy na sługę, rzekł:
„Niechaj wejdą!“
Po chwili rozwarła się zasłona z ciężkiej materyi, i weszli poskromiciele żmij, padając przed radżą na twarze. Książe zaś wskazując palcem na umierające dziecię, rzekł:
„Patrzcie, dziecię moje umiera na nieznaną chorobę, którą zesłał na nie zły duch. Nie szczędziłem ani modłów, ani ofiar mym bogom Szywie, Wisznu i Bramie, ale ani kapłani nie zdołali go uzdrowić, ani zapisywane przez mych doktorów lekarstwa nic nie skutkują. Czyż możecie zakląć złego ducha, aby odjął od chłopca chorobę?“
„Tak jest Panie,“ odpowiedzieli kuglarze, „dokazać tego możemy; ale duch nie wyleczy naraz twego syna, chyba powoli, stopniowo, i wtedy dopiero, gdy mu złożysz odpowiednią ofiarę ze złota i mleka.“
Z pogardą i powątpiewaniem spojrzeli lekarze na oszustów, którym widocznie nie chodziło o nic innego, jak o sowite łapowe, po którego odebraniu nigdyby się na oczy nie pokazali. Ich sztuka bowiem była czy-