Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdziwieniem. Może radża odgadł z oczu chłopca, że jest o wiele za młodym, aby miał zrozumieć jego przestrogę. Uśmiechnął się przeto i rzekł: „nie patrz na mnie z taką obawą i zdziwieniem, chciałem ci tylko powiedzieć, abyś nie został chrześcijaninem, a reszta się znajdzie.“
Po tych słowach zeszli obaj ze schodów i wsiedli na stojącego przed wrotami słonia, który miał ich zanieść do odległego o godzinę drogi kolegium. Towarzyszył im orszak sług, niosący w ozdobnych skrzyniach wyprawę książątka. Mieszkańcy Tryczynapali patrzeli ze zdziwieniem na ten pochód, zmierzający ku domowi misyonarzy.
„Idzie, idzie!“ rozległ się krzyk w szeregach młodzieży, zgromadzonej w przedsionku kolegium, gdy ogromny słoń stanął przed bramą i ukląkł, aby radża z synem wygodnie mogli spuścić się z siodła. Podczas gdy O. Franciszek przyjmował radżę, chłopcy otoczyli Arumugama, witając go radośnie. Potem wprowadzono ojca z synem do ogrodu, gdzie w cienistym przestronnym namiocie przysposobionych było kilka siedzeń. Chłopcy przywitali nowego kolegę śpiewem i muzyką, a Arumugam szepnął ojcu do ucha: „Powiedz ojcze białym Braminom, aby i mnie uczyli muzyki. “ Potem rozpoczęła młodzież grę w piłkę, a Arumugam uwijał