Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Posłuchajcie,“ przemówił jeden z najgłówniejszych malarzy z pędzlem w ustach, „posłuchajcie tylko, trzeba to urządzić inaczej i poganinowi nadać przyzwoite imię.“
„Tak, tak!“ wrzasnęli drudzy. „Jakże było na imię wyleczonemu synowi królika w Ewangielii świętej?“
„Tego wcale niema w Ewangielii,“ odpowiedział malarz.
„I owszem,“ wtrącił jeden z malców, „nazywał się Korneliuszem.“
„Co mi tam gadasz!“ zawołał pierwszy, „był to zupełnie inny setnik.“
„Wszystko jedno,“ odezwał się malec, „Arumumumu powinien otrzymać chrześcijańskie imię. Ale jakie się wziąść do rzeczy?“
„Rzecz prosta,“ odpowiedział malarz. „Ochrzcimy go, to wcale nie trudno, wszak żeśmy się tego niedawno uczyli w katechiźmie. “
„Tak, u wtrącił drugi, „ale chrzcić go nie wolno, chyba w razie ostatecznej potrzeby. “
„Oho,“ zawołał inny, „na to nie trzeba czekać długo. Czarny Pietrek przyprowadzi go swemi psotami do ostateczności.“
„Dajie mi pokój,“ mruczał Piotr, zatrudniony przy swem biórku. Szukał bowiem w swej szufladzie i wyciągał obrazki święte i posążki Matki Boskiej, św. Józefa, św.