Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Byłoby to trochę za szybko,“ odpowiedział Ojciec Franciszek, „ale nie ustawajcie w modlitwach, a może i do tego przyjdzie. Jutro będzie waszym współuczniem i kolegą.“
„Hura!“ zakrzykneli wszyscy radośnie, podskakując jak sarny. Skoro się cokolwiek uspokoili, ojciec Franciszek tak dalej mówił: „Słuchajcie pilnie, co wam powiem. Gdy Arumugam jutro przybędzie, przyjmij — cie go serdecznie; ale pamiętajcie, że jest jeszcze małym poganinem i nic nie wie o chrześcijaństwie. Jeżeli przeto odmawiać będzie swoje pogańskie modlitwy i odprawiać swe zabobonne obrzędy, nie śmiejcie się, nie szydźcie z niego. Przecież on temu nie winien, że się urodził bałwochwalcą; bolałoby go wasze szyderstwo i odstręczyłoby go od chrześcijaństwa. Cokolwiek więc czynić będzie, zostawcie go w spokoju. Jeśli zaś was zapyta, jakie mają znaczenie obrazy w domu i w kaplicy, wtedy pouczcie go i opowiadajcie na jego zapytania tak, jak was uczy katechizm. Przedewszystkiem starajcie się modlitwą i dobrym przykładem wyjednać mu łaskę Boga, aby został chrześcijaninem. Czy uczynicie to?“
„Tak, ojcze, chętnie uczynimy czego żą — dasz!“ zawołali wszyscy jednogłośnie.
„Dobrze więc,“ zakończył ojciec Franciszek. „Idźcie przeto i przysposóbcie wszyst-