Strona:Arumugam książę indyjski.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


radzę, przywołaj jak najprędzej białego Bramina, jeśli nie chcesz, aby ci twój syn umarł skutkiem złości węża. ’“
„Niechże tak będzie,“ zawołał radża, „zawołajcie białego Bramina.“
Po krótkim czasie stanął przy łożu książątka katolicki misyonarz w białej sutannie, z krzyżem na piersiach. Radża wskazał mu chorego i rzekł:
„Biały mężu, syn mój umiera, zatruty tchnieniem ducha wężowego; moi Bramini i poskromiciele wężów nie wiedzą rady na jego chorobę. Słyszałem, że złe duchy są ci posłuszne. Proszę cię więc, zaklnij je, ocal mego jedynaka i ulubieńca.“ Rzekłszy te słowa, nieszczęśliwy ojciec zasłonił twarz dłonią i wybuchnął płaczem rzewliwym.
Wzruszony jego boleścią misyonarz, rzekł: „Książę, poproszę Boga, Stworzyciela nieba i ziemi i jedynego władzcę życia i śmierci, aby pobłogosławić raczył lekom moim i wrócił twemu dziecku zdrowie i życie. “
„Cóż za to żądasz?“ zapytał radża.
„Niczego dla siebie nie żądam,“ odrzekł misyonarz, „Bóg bowiem, który mnie w nie — przebranej łasce uczynił sługą Swoim i dał mi władzę nad złymi duchami, nakazał mi, abym tej władzy, której mi udzielił darmo, używał dla dobra mych bliźnich takie bezpłatnie. Jednej ci jednak udzielę rady, jaką