Strona:Artur Schroeder - Rozkaz.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chodnem, melduję posłusznie. Przepraszam, pan kapitan szuka czego?
KORECKI: Jest jeszcze trochę rumu?
JÓZEK: Jest, jest, aino, melduję posłusznie. Schowałem, ajakże, schowałem, tu w kącie. (Schyla się, obciera nos palcem i wydostaje manierkę).
KORECKI: A nosa paluchem nie wycieraj, jak co podajesz!
JÓZEK: Tak jest, panie kapitanie. To tylko na wspomnienie tego rumu.
KORECKI: Do nosa ci to idzie!
JÓZEK: Pachnie tak, melduję posłusznie, bez korek nawet.
KORECKI: Dostaniesz i ty.
JÓZEK: Dziękuję, ślubowałem jednak...
KORECKI (patrzy na flaszkę i śmieje się): Co ślubowałeś? Ty?
JÓZEK: Tak jest, melduję posłusznie, że nigdy nie będę po odrobinie, tylko całą manierką, bo to nawet smaku niema.
KORECKI: Ty, ktoby cię nie znał, toby cię kupił. Ale słuchaj: za chwilę wrócę. Będzie u mnie pan porucznik i pan podchorąży...
JÓZEK (nagle wypala): Psia ci babka... (w tej chwili zatyka sobie usta dłonią i prostuje się strwożony).
KORECKI: A to co?
JÓZEK: Przepraszam panie kapitanie, ale pan podchorąży mówi ciągle „psia ci babka“ to my go tak nazywamy, melduję posłusznie, ale go szanujemy...
KORECKI: No dość!
JÓZEK: Tak jest, panie kapitanie.