Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Szumią ponuro morskie lazury,
Nędzna, jak niegdyś, świata arena.
Bijąc w twarz słońca czarnemi pióry,
Tyś, Arymanie, wygrał raz wtóry! —
I z morza wstała Święta Helena!

Do umęczonej wygnańca głowy
Umarłych pułków pieśń leci stara,
Długiej niewoli krusząc okowy
Nad nim się chwieje orzeł bojowy...
I wierny Polak u nóg Cezara!...

To wschód, to zachód wody sczerwienia,
Fala za falą goni zdaleka,
A pod gwiazdami nic się nie zmienia
W zgniłej, duszącej nędzy istnienia
I Duch na skale — czeka i czeka...

Lecz kiedyś, kiedyś pod zórz szkarłatem
Znów cudotwórcze skłębią się sceny
I On wcieleniem wstanie skrzydlatem,
By starym z posad zatargnąć światem
Z pustych granitów Świętej Heleny!...