Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I jakby żywa harfa, pełna dźwięku,
Jak harfa, która duszą jest tej ziemi,
W strony zaświata odchodzisz bez lęku,
Ale ze smutkiem, ale z łzy srebrnemi,
Żałosna krwawem przed drogą żegnaniem
Z tem, co ci było największem kochaniem.

Szumiące lasy, w mgle wieczornej pola,
Przydrożne wierzby i śródpolne grusze,
I ta nędzarzy twarda, szara dola,
I te gorące proste ludu dusze,
Pod starym krzyżem modlitwa bez świadków
I dzieci chłopskie z oczami z bławatków —

Wszystko to, wszystko kochałaś tak wiernie
I wszystko ciebie żegna, gdy odlatasz,
A ty łzy, kwiaty, promienie i ciernie
W jeden pamiątek święty wieniec splatasz,
I idziesz z świata męczeńskich padołów
Wzwyż — anioł ziemi do niebios aniołów...