Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jest, jak królewna zaklęta na smutki,
Na łzy bezcenne i tęsknotę świętą,
A na jej łąkach modre niezabudki
Szepcą: «Pamiętaj!» i kwiatów memento
W tobie na pieśń się wyświęca i leci,
Jak złota gwiazda ducha — skroś stuleci.

Cicho liść pada pozłacany, krwawy,
Pod stopy twemi kobiercem się ściele,
A oto drogą nieśmiertelnej sławy
Odchodzisz, pieśni świetlany aniele,
Patrząc za siebie, jakby tęskniąc za czem,
Ty słyszysz: Polska żegna ciebie płaczem...

Żegna cię płaczem Polska, ziemia twoja,
Pod tem jesiennem, zadumanem niebem.
Ona czar piła z twojej pieśni zdroja
I ducha twego żywiła się chlebem,
I długiem echem od brzega do brzega,
Jak dzwon nieszporny, pieśń się twa rozlega.

Wszystko, coś z piersi wydobyła swojéj,
Wszystko, co miałaś zaklęte w swem łonie,
Wszystko, co budzi, co woła, co koi,
Co gra i dźwięczy, porywa i płonie,
Wszystko to teraz w zmrok październikowy
W krąg twej bolesnej polatuje głowy.