Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




„Nad ludem twoim zapanuje obcy!
Rządzić cię będą słudzy a parobcy!
Z dawnej purpury odartej i nagiéj
Na barkach twoich żebrackie biesagi!
Płaciła będziesz z własnych domostw myto!
O, matko moja! O, Rzeczpospolito!”

(W starym, potężnym, królewskim kościele
Groźne w stu bitwach szczękły karabele,
Drogie kamienie, szkarłaty mieniące
W świetle pająków jarzą się, jak słońce,
I duch się zerwał skrzydłami orlicy,
Co rozkazuje świata połowicy).

„Moc twa i wielkość, jako mgła znikoma:
Przewagi twoje zgorzeją, jak słoma!
Rwący przepychem twe oślepłe oczy
Wóz się tryumfu ku otchłani toczy!
I dzień się zniża i noc tchnie żałobą, —
Królestwo moje! Cóż mam począć z tobą?”