Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

(U stropu — szumy zdobytych sztandarów,
Wkrąg — senatory z twarzami cezarów,
O zmiłowanie prosząc swego Boga,
Ościenne posły czekają u proga
I słychać zdala, jakby lwów pomruki:
Grunwald, Obertyn, Psków i Wielkie Łuki).

„Możne twe imię — jako puste brzęki!
Głos twój a mowa — wzdychania i jęki!
Popiół na głowie, cierń w skrwawionej nodze,
Na wszystkiem ciele utrapionaś srodze!
Wżdy wołam do cię z płakaniem i żalem:
Ojczyzno moja! Nowe Jeruzalem!’

(Pod marmurami w ciszy i w spokoju
Śpią orły bitew, co polegli w boju,
Grzmiący w świątyni piorun kaznodziei
Kamień i trumnę przebija z kolei,
Skroś rdzawy pancerz sięga serca prochów —
I wtór ma prorok: nie od żywych! Z lochów!)

„Rzeczpospolito! Bych był Izajaszem,
Rąbałbych ciebie słowem, jak pałaszem!
Zdobyte skarby i wygrane boje
Zaliż okupią nieprawości twoje?
Zaliż zadzierżą ony wichr, co zlata,
Aby cię zetrzeć z obliczności świata!”