Strona:Artur Gruszecki - Nowy obywatel.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ot jeden czort — śmiał się zbyt głośno pan Szyszkowski — jak się zwał, tak się zwał, aby się dobrze miał...
— Może i mnie przedstawisz pani?
— A jakże, dlaczego nie, toż ty mój przyjaciel... Konstanty... jakże tobie, co?
— Brośkiewicz — podpowiedział.
— Tak, tak, Brośkiewicz... W gazetach pisze... ot reporter taki, ale pije jak bąk, prawdziwa bibuła.
— Pani zna męża, on zawsze żartuje — uśmiechnął się.
— Tak chodźmy oblać wasz przyjazd, ja gospodarz, po kieliszku na początek — i szedł w kierunku sali restauracyjnej.