Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rosyjskiego. Chociaż dolina Tinza-ho leżała w granicach Chin, władze rosyjskie postanowiły zaaresztować mieszkańców Komuny i zarekwirować złoto. Było to zwykłe rosyjskie bezprawie, osnute na tem, że ościenne państwa obawiały się starcia z potężnym sąsiadem, który długo niczem nie zdradzał, iż był kolosem o glinianych nogach.
Z Chabarowska posłano zatem pułk kozacki, zaopatrzony w dwie armaty. Pułk przeprawił się na chiński brzeg i zaczął się posuwać w stronę ujścia Złotej Rzeki. Rząd chiński, dowiedziawszy się o celu wyprawy, ze swej strony pchnął dwa bataljony piechoty z miasta Tzitzikara na Tinza-ho. Z dwóch stron posuwały się wojska ku Komunie, gdzie tymczasem wszystko szło po dawnemu, tylko w paru koszarach do późna w nocy, niemal do świtu paliły się lampki i jacyś ludzie naradzali się, siedząc na pryczach.
Można też było zauważyć, że po drugim uderzeniu dzwonu wieczornego, kiedy wszyscy mieszkańcy Komuny udawali się na spoczynek, znaczna grupa ludzi dalej pracowała, a praca ta nic wspólnego z kopaniem złota nie miała. Z jaskini, ukrytej w skałach, znoszono broń i wytaczano beczki z prochem i zwoje lontów; od strony wejścia do doliny rzeki, kopano długie rowy, coś w nich układano i znowu przysypywano ziemią. Takie same roboty prowadzono od strony południowych wzgórz, od których w pobliżu przechodziła chińska droga kołowa.