Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zawsze w Komunie było poddostatkiem. Chińscy robotnicy pracowali w ogrodach warzywnych, położonych na okolicznych płaskowzgórzach i zaopatrywali ludność Komuny w jarzyny wszelkiego rodzaju. Ludzie odżywiali się obficie, mieli dobre i ciepłe ubranie i obuwie, dostawali tytoń do fajek, ale zato byli niewolnikami i panami Komuny, nie mając prawa jej porzucać do czasu, aż cała Komuna nie przeniesie się na inne, zawczasu upatrzone miejsce. Zbieg bywał karany śmiercią, śmiercią również karano za grę w karty, kości i za pijaństwo. Nikt nigdy nie widział ani sędziów, ani katów i ręka sprawiedliwości zbiorowej dosięgała każdego w sposób tajemniczy. Złoczyńca znikał bez śladu i nazawsze.
Nikt nie wiedział i nie chciał dochodzić, od kogo szły rozkazy dzienne, ale nikt nie odważyłby się nie spełnić ich, ponieważ nad niepokornym zaciążyłaby ręka niewidzialnego sędziego, który o wszystkiem wiedział, wszystko widział i słyszał, a w wyrokach swoich o ile pozostawał tajemniczym, o tyle bezwzględnym i szybkim.

III.

Na tę dziwną Komunę, która w ciągu paru lat swego istnienia wydobyła około trzech tysięcy pudów złota, przyszły wreszcie ciężkie czasy. Obici Kozacy i krążące pogłoski zwróciły na Złotą Rzekę uwagę zaborczego rządu