Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ratuj nas, ratuj! — błagał, chwytając mnie za rękę.
Co miałem uczynić? Zwykła historja, codzienna, prosta i ordynarna — tak myślałem, lecz naraz stanęły przedemną, jak żywe, piękne, uduchowione oczy tęsknej kobiety i jej mieniąca się od wzruszeń surowa twarz. Obiecałem pomyśleć nad sprawą i poradzić.
Gdy powróciłem do domu, a Dymitr był jeszcze zajęty przy naszych wierzchowcach, Tatjana rzuciła się ku mnie i, kurczowo ściskając ręce, zapytała:
— Mąż panu wszystko opowiedział?
— Tak!
— Wyprzedził mnie, chciałam sama prosić pana o pomoc. Dziś wieczorem mąż musi pojechać do księcia po pieniądze, wtedy ja panu opowiem...
Nastał wieczór. Teternikow odjechał. Pozostaliśmy z Tatjaną we dwoje.
Cichym głosem, spokojnie i przekonywująco opowiedziała:
— Jestem córką Szymanowskiego — Polaka, zesłanego na Ałtaj za polityczną sprawę. Pokochał tam Rosjankę i ożenił się z nią. Ojciec był bardzo uczony i mnie do nauki zachęcił, a umiał opowiadać tak porywająco o pięknych rzeczach, a najbardziej o Polsce, którą miłował