Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



WOŁANIE KRWI.
(Szkic z podróży przez Centralną Azję).

Po ciężkim pochodzie przez kraj Urianchajski, gdzie mieliśmy stale potyczki z bolszewickimi oddziałami, moja niewielka, bo licząca zaledwie ośmnaście ludzi, grupa dotarła nareszcie do południowej części jeziora Kosogoł, czyli Chubsuguł. Tu przy wyjściu z jeziora szalonej, głębokiej rzeki Egingoł, mieściło się około dziesięciu niewielkich domków rosyjskich kolonistów. Była to osada Khatchył, handlowa faktorja, skupująca w Mongolji bydło, wełnę, mięso i skóry i wywożąca te towary na Syberję. Tak było przed wichurą bolszewicką, która do gruntu zmieniła istniejące na Syberji warunki, a więc, gdyśmy przybyli do Khatchyłu, miejscowi koloniści wegetowali, zawiesiwszy wszelkie interesa i oczekując lepszych czasów.
Byliśmy zmordowani i wyczerpani, przejechawszy konno w zimie blizko trzy tysiące kilometrów bez dostatecznie ciepłego ubrania, w ciągłych potyczkach, w ustawicznej walce z głodem, chłodem i różnemi niebezpieczeństwami, a więc byliśmy zmuszeni zatrzymać się tu na dłuższy