Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w Mongolji północnej, nazywając je „borsuk“. W północnych obszarach Karelji, w Finlandii, a nawet Norwegji, w północnych obwodach Ameryki podobne suchary są tu w ogólnem użyciu. Była to dobra strawa, gdyż takie suchary, wrzucone do gorącej wody lub herbaty, tworzyły pożywną tłustą polewkę, zastępując odrazu zupą mięsną i chleb. Żeglarze poczynili tu nowy zapas świeżo solonych ryb i mięsa fok, a tranem i tłuszczem napełnili parę pustych beczułek. Przez cały czas pobytu na wyspach Sibiriakowa żywili się wyłącznie ptactwem wodnem. W gąszczu wysokiej twardej trawy i w krzakach karłowatej nędznej wikliny gnieździły się tysiące dzikich gęsi i kaczek. Ptaki dopuszczały człowieka o kilka kroków do siebie. W ten sposób żeglarze nie potrzebowali używać prochu. Uzbrojeni w wiosła lub długie drągi szerzyli spustoszenie śród ptactwa.
Nareszcie nastąpił dzień odjazdu. Podnieśli żagle i ruszyli z wiatrem, który poniósł łódź na północo-wschód. Zdaleka ujrzeli czarny masyw samotnej wyspy, wokoło której szalały bałwany. Była to wyspa Diksona, za którą rozpoczynała się pustynia Oceanu.
Potężny poryw wiatru niósł „Nadzieję“ na zachód. Znikły bez śladu wszelkie oznaki ziemi. Pozostały tylko duże ciemno-szare mewy, szybujące w mglistym powietrzu lub nagłym ruchem wpadające do morza, by porwać jaką rybę. Po trzech dniach pływania, Radkiewicz, stojący przy