Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się znajdują niedaleko wysp Sibiriakowa. Oczywiście nazajutrz ujrzeli przed południem czarne pasmo południowej wyspy archipelagu i wkrótce zbliżyli się do niskiego brzegu wyspy. Spostrzegli duże stado fok, które miały tu legowiska, a wcale nie były zatrwożone zbliżeniem się łodzi, gdyż oddawna nie widziały ludzi.
Żeglarze postanowili tu się zatrzymać i przygotować się do morskiej podróży. Ocean zaś już dawał się we znaki, gdyż posyłał tu swoje siwe, szumiące bałwany, które z łoskotem i hukiem zalewały płaskie brzegi wyspy.
Umocowawszy na kotwicach swoją łódź, żeglarze urządzili szałas na brzegu, za pagórkami z piasku i rozpoczęli swoje czynności. Najpierw postanowili cały zapas mąki przerobić na suchary, gdyż mąka nie wytrzymałaby bez szwanku długiej morskiej podróży.
Finlandczyk wpadł na dowcipny pomysł, który był jakimś echem z życia jego mongolskich przodków. Nie spodziewając się mieć zawsze dość tłuszczu, potrzebnego dla podtrzymania ciepła w organizmie, postanowił sfabrykować pożywne tłuste suchary. Robił to w ten sposób. Razem z Radkiewiczem zabili kilka fok, zdjęli z nich cały tłuszcz i roztopiwszy go w kotle na ogniu, wrzucali do niego kawałki przyrządzonego ciasta. Gdy ciasto to, przesyciwszy się tłuszczem, zeschło, nabili temi sucharami worki. Było to pożywienie, którego używają koczownicy-pastusi