Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


amnestję dla pana. Jest pan teraz wolny, wolny nazawsze.
Mówiąc to stary baron serdecznie objął Kowala i przycisnął go do swojej piersi, mrucząc:
— Gdyby moi synowie byli do pana podobni! Daj to Boże!
Kowal podziękowawszy generałowi za jego dobroć, rzekł stanowczym głosem:
— Panie generale, mam do pana jeszcze jedną ostatnią prośbę. Chcę powrócić na Olchon, zagranicę nie pojadę... Niech mi pan dopomoże uczynić z Olchona miejsce ratunku dla tych, których dręczy straszliwa choroba...
Starzec odstąpił parę kroków i jął uważnie, prawie surowo wpatrywać się w zmienioną twarz młodego człowieka. Ale widać, stary generał dobrze znał ludzi, bo oczy wkrótce spuścił, a kąty ust zaczęły mu drgać od wzruszenia.
— Tak... Tak... — szepnął. — Naturalnie... pomogę... Ale żyć z temi widmami nędzy i cierpienia może tylko ten, kto...
Zamilkł i zaczął trzeć czoło.
— Kto sam ma wielkie cierpienie... — dokończył Kowal myśl sędziwego generała.