Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/302

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O, wątpię, wątpię! Świat już takich niema,
I warga nasza już na wieki niema!

O, groźna masko! patrzę na cię blady.
Tyś furya — na twej głowie żmij gromady,
Tyś Edyp, który moc swych błędów waży,
Tyś Ajaks, hańby piętno na twej twarzy,
Tyś Prometeusz, co piorun porywa!
Nas wszystko gnębi: zapał, wiara żywa
I buntu groza, co kajdany łamie,
Nam słabość własna, nam i złoto kłamie.
Masko, twój groźny ból wstręty w nas budzi —
W twym gniewie piorun; w oku wzgarda ludzi,
W twych rysach plemię olbrzymów jaśnieje,
Plemię olbrzymów, a myśmy — pigmeje!

Faunie, na ciebie także patrzym ze łzą,
Po twojej brodzie krople wina pełzą
I w dziwny chaos włos ci oplótł skronie!
Przed chwilą snadź na białej nimfy łonie,
Rozkosze pijąc, w jej ucho różowe,
Szeptałeś cicho żarty Pryapowe!
O faunie, w oczach twoich błyszczą żary,
Kryjące w sobie śmiech Olimpu stary,
Co Homerową pieśń czarowną kreśli
I ogniem lśni w Arystofana myśli
I wkłada prawdzie na skroń czapkę błazna,
Bo prawda jest mu jak siostra przyjazna —
I ty dziś milczysz: tyś myt stary, ciemny!

Na cóż was z głębi wyjęto podziemnej —
Was, stare maski śmiechu i boleści?