Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poprzez góry olbrzymie, i szerokie wody,
Przez pagórki lesiste i przez święte grody,
Pod słońcem, które żarzy i ciało twe zjada,
Wtórując wichrom, nieraz zawodziłem: Biada!
Nieraz w lasów bezdrożu lub pustyń upale,
Przyjście moje witały drapieżne szakale;
I kiedy moje serce we łzach się skarżyło,
Ponure wycie sowy ze snu mię budziło.
Przyszedłszy, aby usnąć raz w puszczy samotnej,
Siadłem u stóp pippaei, na ziemi wilgotnej,
I czułem drugą duszę w mej duszy. Jej okiem
Ujrzałem lotos, w stawie rosnący głębokim,
I promieniała z kwiatu wiecznego kielicha
Jasność, ku której siła jakaś mię popycha.
Odtąd dni me płynęły, jak fal potok ciemny,
A jam wciąż o tej wizyi rozmyślał tajemnej;
Ale jeszcze nie wyschły moich łez strumienie,
I nieraz, gdy mej nocy zapadają cienie,
Widzę ja, jak ciemnieją zwolna twoje blaski,
O, ty, najwyższy z bogów, pierwoźródło łaski!
O, szczęsny Bhagavato, stulistny lotosie!
Jeśli spocząc u ciebie leży w moim losie,
Spraw, niechaj mię opuści ta pamięć straszliwa,
Niech pogrążę się w tobie, jak się w morze wpływa!


ANGIRA.

Duch mój tylko się Wiedzą nieśmiertelną krzepi:
Sercu umrzeć kazałem, aby poznać lepiej.
Mędrcy mi powiadali o wszechrzeczy treści,
A jam z uwagą słuchał tych świętych powieści;
Ale zawsze zwątpienie ducha mi dotyka,
I czyste nauczanie z myśli mojej znika.