Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I leżąc samotny śród krwawych tych szlaków
Bez ruchu, byś nie mógł odegnać tych ptaków.
Masz dłoń mą, choć ona raniła, lecz szczerze
Oddaje ci wojny i miru przymierze.“
I w końcu Bendegus ze Sasem Dytrychem
Dłoń sobie podali nad brzegiem wód cichym.

Trzy dni jeszcze wojsko spoczywa — i sypie
Mogiły dla zmarłych, i pije na stypie,
I bogu dań składa w dziękczynnej ofierze.
Za kwiaty zwycięztwa i wojsk dwu przymierze.
I lutnie zabrzmiały. A złote ich struny
Śpiewają, jak mężnie toczyli bój Huny,
Śpiewają, jak mężnie naddziady walczyli,
Tak, jak my ich czyny śpiewamy w tej chwili.





Sąd Boży.

Ciemny radwański bór głucho drży —
Tam Benö Barczi umarły leży:
Ostry puginał w sercu mu tkwi.
Na Boga! iście, któż nie uwierzy,
Toż to zabójstwa ślad jawny — świeży!

Ojciec na zamek każe go nieść...
W samotnej, wielkiej kładą go sali —