Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W gęstych rojach wybiegłe śród lasów zieleni,
Drgają pszczoły, promienne od słońca promieni.
Tak to życie olbrzymiem, boskiem tętnem biło,
Iskrzyło się, wzdychało, śpiewało, marzyło.
Ziarna, co już rozkwitły lub szły do rozkwitu,
Spuszczały i wznosiły żyzne łono bytu.
Lecz ciszę nieczynności nadludzkiej owiani,
Długiem życiem zgnębieni, milczeli bramani
Pogrążeni w surowe myśli swych głębiny
Zamieszkali samotne świętej Rzeki trzciny;
Znużeni miast człowieczych wrzawą i próżnością,
W nieznanym świecie poją się ducha radością
Z tego, co dano wszystkim, lepszą część wybiorą,
I w wnętrzu duszy myśl swą utkwili z pokorą.
W końcu kiedy dzień spływał w nieboskłonu cienie,
W oczy ich purpurowe rzucając spojrzenie,
Pod chłodnym cieniem jujub, które wiatr kołysze.
Każdy z kolei przerwał tę mistyczną ciszę.


MAITREYA.

Jam był młody i igrał w dolinie ojczystej
Nad brzegami jeziora wody przezroczystej,
Gdzie pływały łabędzie, gdzie cyranki młode,
Unosiły swych skrzydeł perły ponad wodę.
Raz w gaju, gdzie na złotym wonnych kwiatów pyle,
Oblanym świeżą rosą, igrały motyle,
Ujrzałem do promiennych zórz nieba podobną —
Dziewicę, z słodkiem okiem, skromną i nadobną,
Co lekko przebiegała traw gęste zielenie.
Na nóżkach jej dzwoniły tysiączne pierścienie,
Głos jej dźwięczał, jak pszczółka, co w słoneczne żary
Brzęczy, pojąc się wonią purpurowej czary