Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ślizga się sennie falą siną
Nad tą powszechną łez Doliną.
Bluszcz wokół grobu się obwija —
Śród fal kołysze się lilija;
Mgłą otuliwszy senne ciemię —
Ruina — w ukojeniu drzemie.
Właśnie jak Lete — patrz — jezioro
Świadomie śpi północną porą
I za nic w świecie się nie zbudzi.
Śpi wszystko Piękno. Patrz — śród ludzi,
Rozwarłszy okno na niebiosy —
Tu śpi Irena z swemi losy.

O pani, jakaż tobie moc
Otwierać każe okno w noc?..
Swawolne wiatry z drzew i krzaków
Lecą tu — niby stada ptaków —
Magiczny — bezcielesny rój
Napełnia szmerem pokój twój —
I strasznie wokół ciebie pląsa
I białą twą kotarą wstrząsa,
Gdzie pod zwartemi już powieki
Twa dusza śpi — ach! śpi na wieki...
Patrz — cienie drżą jak sen cmentarza!
Nic cię to, pani, nie przeraża?
Czyś ty daleko ztąd? Ach, czyż
Pojmujesz, jak i czemu śpisz?
Tyś pewnie gdzie w dalekich krajach,
Za sennem morzem, w złotych rajach...
Dziwna twa bladość — dziwny strój —
Przedziwny długi warkocz twój
I wielki ten milczenia zdrój...