Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Które we mnie głąb’ ognista
Namiętności rozpłomienia.
Piłem wody, dziwnej wody,
Co mi gasi szał pragnienia.

Piłem wody, która płynie
Jako piosnka nad kołyską —
Od wiosennych zórz, lecz mało
Wsiąka w gruntu podścielisko —
W tej jaskini tutaj blisko
Wsiąka w gruntu podścielisko.

Ach, a teraz któż to powie,
Chyba waryat jaki może,
Że mój pokój pełny mroku
I że ciasne moje łoże!
Ach, bo nigdy człowiek nie spał,
W takiem łożu jak to łoże,
A gdy śpisz — spać musisz właśnie
W takiem łożu jak to łoże.

Teraz duch mój tantalowy
Pełny ciszy odpoczywa —
Zapomniawszy — albo wcale
Nie żałując róż przędziwa,
Nie żałując dawnych wzruszeń
Mirtów ani róż przędziwa.

Bo gdy cicho tutaj leżę,
To widziadła owych kwiatków
Mają dla mnie świętszy zapach,
Przenajświętszy zapach bratków,