Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Do tej tajni, gdzie kres tajń szeregu,
Tego mroku, w którym słońce płonie
I zagasa w wieczorów ciemnicy —
Lub w świt błyska nowy!





PIELGRZYMI.

— Gdzie jest pani serc waszych, wy którzy idziecie
Z pieśnią? Czy z żalu po tem, co było na świecie,
Smutni tak — czy z tęsknoty za jutrznią, co będzie —
Śpiewacie tak żałośnie naraz i weselnie?
— Pani serc naszych ludzkie nie zobaczą oczy:
Nie ma ona rąk, źrenic, warg ani warkoczy
Złocistych, ani kształtu; lecz ten, co posiędzie
Jej miłość — wie, że piękno jej trwa nieśmiertelnie.

— Czyż to królowa, darów rozdająca skrzynie?
— Tak, owo: ten, co ujrzał ją — dla niej jedynie
Żyć będzie — i w cierpieniu — we łzach, krwi i pocie
Dla niej — męki nie syty — pójdzie po otchłaniach.
A gdy mu umrzeć każe — tedy — umrze pewnie
I wszystko drogie rzuci i da tej królewnie
I nago pójdzie w słońca żarach, w śniegów słocie
I życie swe przepędzi w wieczystych czuwaniach.

— Nie maż ona siedziby śród ziemskiego koła?
— Wiek wieku pyta, naród narodowi woła: