Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niespodziane — i pełne błyskawicznych znaków
I w ogromne przestworza — ogromnie napięte!

Niegdyś — było to życie mistyczne, ogniste.
Biały krzyż na niebiosach, krzyż piekieł czerwony —
Każdy swojem żelazem szedł opromieniony
Przez krew — w swoje zwycięzkie niebo promieniste.

Niegdyś — było to życie spienione. Szalała
Krew ludzka. Dyszał zbrodnią świat. Huczały dzwony.
Krwawo z potępiającym walczył potępiony —
I śmierć im lśniła w dali szalona, wspaniała!

Śród lnianych pól i łoziny,
Śród nieruchomej drożyny —
Wzdłuż domów i murów
Siwy powroźnik jasnowidzący
Z głębi wieczoru zagadnieniami nęcącej —
Przyciąga widnokręgi — rzekłbyś — mocą sznurów.

Oto są widnokręgi — oto są ich zdroje:
Praca, wiedza, zapał, boje.
Widnokręgi mknących pozorów,
A w zwierciadle ich wieczorów
Żałobne teraźniejszej doby niepokoje.

Oto — nagromadzeni ogniów tęczy żywej,
W których mędrcy związani w olbrzymi wysiłek
Przeczą bóstwu, by podnieść te nicości pyłek,
Dokąd wiedzy człowieczej dopłyną porywy.

Oto izba, gdzie myśl swe twierdzenia podsyca,
Matematycznie ważąc liczbę elementów: