Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 141 —

Odgłos kopyt szedł gwarnych widnokręgów tropem...
I oto — patrz! zasiadły centaurom na grzbiety,
Trzymając w ręku tyrsy i wiadra pękate,
Satyry kuternogi od pszczół pokąsane,
A wargi ich czerwone i usta włochate
Całowały gromady nimf roztańcowane!
I był taniec ogromny, frenetyczny, dziki:
Kopyta, nogi dziewic, pochodnie, tuniki,
Śmiechy, krzyki, uściski, pocałunki, flety,
Ciała pokryte włosem, ręce, łona, grzbiety —
Szalenie się toczyły w swej potędze nagiej
Wokół mnie, który pełny ciszy i powagi
Ryłem wciąż na wydętym w pierś okrągłą dzbanie —
Nieokiełznane potęg życia wirowanie!
Zapach z dojrzałej ziemi wyłoniony, zdrowy,
Jakiś szał upojenia wlewał mi do głowy —
I w woni grusz i jabłek, w żarze winnych macic,
W tętencie kopyt końskich, w uderzeniach racic,
W płowej woni ogierów i kozłów oddechu,
W wichrze pląsów, w uścisków ogniu, żarze śmiechu —
Com słyszałem i com widział — ryłem na marmurze.
I śród tych ciał gorących, w tym potężnym chórze
Szeptu ust, rżenia koni i ryku bawołów —
Czułem w sobie rozkosznych lub wściekłych żywiołów
Wszystką moc: pocałunki i tchnienia nozdrzowe.
Nadszedł mrok i znużoną opuściłem głowę;
Upojenie me znikło z spełnioną robotą.
Od stóp po ucha gotów — cały — wykończony
Wazon — na swoim soklu — w milczeniu stał oto
Spiralnie w marmurowe życie wyrzeźbiony.
Znikniony wir, którego echo wrzawy — zdali
Płynęło — zagłuszone na wietrzyka fali,
Toczył się z swemi bogi — z nagiemi nimfami