Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PIERROT.

Hydra żądz rozpaliła w piersi mej ognisko.
Daj mi wszystko! Daj oczy twe, usta, ramiona,
Wszystkie cuda, któremi lśnisz opromieniona,
Wszystko — i resztę. Całus tutaj to kruszyna, —
Niewinność mi ciężarem wreszcie być zaczyna.
Wszakże jestem mężczyzną, choć tylko Pierrotem.
Gdzieś jabłko musi dla mnie dojrzewać — wiem o tem.
Chcę je ugryść.

URGELA.

Co czynisz? Toż mi jest obrazą!

PIERROT.

Dotykam twojej pięknej sukni.

URGELA.

Inną razą
Pomówimy.

PIERROT.

Nie inną. O, ja dzisiaj płonę!
Te lasy są żandarmów całe pozbawione.
Patrz, ten gaik przed okiem świata nas zasłania.
A gęsta jego zieleń zagłuszy twe łkania.
Ucałuję twe usta i rączki i nóżki!
Pójdź ze mną, o najsłodsza ty nad wszystkie wróżki!
By cię posiąść, czyż znajdę kiedy lepszą chwilę?
I jeśli mam być szczery, to chcę tę idylę
W rozmaitych waryacyach wyśpiewać. Pójdź ze mną!