Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A niewola z niedolą padną po kolei:
Hej, Bartoszu, Bartoszu! nie trać-że nadziei!
Był ci szewcem Kiliński, a zbudził Warszawę
I wyprawił Moskalom weselisko krwawe...
A panowie w stolicy palili cygara,
Gdy armaty pod Stoczkiem zdobywała wiara.
Hej, weźmy ostre kosy, ostre kosy nasze,
Starczy ci ich na krótkie moskiewskie pałasze!
Hej, dość już, dość już panów! Dość nam już kańczuga,
Pójdziem walczyć rękami czarnemi od pługa.
Hej, naprzód! dość krwi naszej wylewały katy,
Jutro my będziem sądzić w straszny dzień zapłaty...
My nie znamy, Bartoszu, wiedeńskich traktatów,
Ale wieszać umiemy katów i magnatów...
Naprzód, a gdy wybije godzina powstania,
My piekielną muzykę wezwiemy do grania
I wstaniem jak upiorów straszliwych gromada,
I pójdziem, a gdzie stąpim — tam wrogom zagłada!
I pójdziem zrozpaczeni, przez krew i płomienie
Jako ci, którym zgasły nadziei promienie...