Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poznaliśmy kielichów jad
I kłamny blask niewieścich lic —
I każdy hymn i każdy kwiat
Był nam odarty z wdzięku szat
Na dnie rozkoszy było — Nic!

Rozczarowanie bezowocne
Jest przebudzeniem snów rozkoszy —
I byt się bardziej zda macoszy
I mroki nocne bardziej nocne!
Niech spłynie na nas noc tak czarna,
Tak bezgraniczna, tak cmentarna,
Źe żaden blask dalekiej zorzy
Na mgnienie nam nie błyśnie w oku,
Na mgnienie złudą nie zatrwoży!
I w nieruchomym, wiecznym mroku
Niechaj naszego treść jestestwa
Utonie — próżna słońc widoku...
Nicestwa! nicestwa! nicestwa!

Bo czem jest ziemia? To mordownia,
Gdzie jednem prawem — moc łupiestwa,
Gdzie włada topór, knut i głownia!
Nicestwa! nicestwa! nicestwa!