Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Widziałem płochą żądz łakomość,
Co motylemi goniąc ślady,
W swe własne się wikłała zdrady,
I dałem nazwę jej: — Znikomość!

I zapytałem: — Któraż z dwojga
Jest roztropnością? która szałem?
Gdy jedna marność ich udziałem,
I jeden trud i kres obojga?

Boć równy dział jest tych, co skąpią
Z tymi, co trwonią swe dostatki,
I jako wyszli z łona matki,
Tak nadzy w grobów ciemnie wstąpią!

∗                    ∗

Widziałem szał wojennej sławy,
I stratowane końmi rżyska,
I pełne trupów bojowiska,
I strop niebiosów łuną krwawy.

Widziałem mordów okrucieństwa,
I bojujących srogą mściwość,
I straszną wojen zapalczywość,
I wszystkie dzikich walk przekleństwa,

Widziałem moc — co ludzi żenie
Na rzeź — i dumę jej zwycięzką,
Ze pochód swój znaczyła klęską,
A śladem biegło jej — zniszczenie.

A kiedym śledził, pełen gniewu,
Jej dróg — szedł czas pustkowia szlakiem
I niepamięci wiejąc makiem,
Byt nowy budził z jej posiewu.

Mogiły w darni upowiciu
Stroiły kwieciem swoje czoła,
I grała ptaszków pieśń wesoła,
Psalm zwycięzkiemu dzwoniąc życiu.