Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zaledwie dziecie matce się urodzi,
Pożywnem mlekiem płynie pierś matczyna.


Choćbyś pochodnię porzucił do dołu
W górę mknie płomień, w dół nic prócz popiołu.


Uprzejmym bywaj — bez nikczemnych słów,
Walecznym bywaj — samochwalstwa strzeż,
W stosownej chwili — dawaj albo bierz
Grubianem nie bądź — ale prawdę mów.


Na zatrutem życia drzewie dwa owoce pozostały:
Towarzystwo zacnych ludzi i poezji wdzięk wspaniały.


Coż milszego dla oka — jak kochanki lica?
Jakiż powiew wonniejszy — od ust jej oddechu?
Jakiś blask świeci świeci jaśniej — niż lubej źrenica,
Jakiż widok cenniejszy — od lubej uśmiechu?
Jakiż głos od jej głosu milej brzmi dla duszy,
Jakież czucie gorętsze, jak gdy rączką ruszy?
Gdy jej nie widzisz, pragnąłbyś jedynie
Patrzeć; gdy ujrzesz, pragniesz uściśnienia;
Kiedyś uścisnął, czekasz jak zbawienia —
Rychło na zawsze z tobą w jedno spłynie.


Łatwo kierować głupcem, łatwiej mędrcem jeszcze:
Sam Bóg półmędrka w swoje nie ułowi kleszcze.


Kropla dżdżu kiedy padnie na stal rozpaloną:
Zniknie bez wieści.
Padnie na kwiat lotosu, to mu nad koroną —
Gwiazdą zaświeci,
Padnie w muszlę, szczęśliwym losem kierowana,
Perłą wyleci.
Tak i człek: na człowieka wyjdzie lub bałwana
Gdy się wśród dobrych albo złych pomieści.